Kontynuacja spadków, czy....

„W takim razie ja jeszcze poczekam”. Może się wydawać, że taką właśnie regułkę można usłyszeć z ust potencjalnych nabywców mieszkań, którzy przyzwyczajeni do ciągłych spadków cen wyczekują na najlepszy moment na zakup. W ostatnich miesiącach to jednak sprzedający mają obiekcje przed kolejnymi korektami cen i zamiast ustępować w negocjacjach buntują się przed nadmiernym opuszczaniem ceny. Efekt? Wstrzymana sprzedaż w oczekiwaniu na powrót lepszej koniunktury.

Powodem braku dostatecznej elastyczności przy negocjacjach na rynku wtórnym jest fakt, że ponad 700 tysięcy kredytobiorców spłaca swoje zobowiązania kredytowe we frankach. Przewalutowanie kredytu jest nieopłacalne, a kolejne obniżki cen doprowadzają do sytuacji, że sprzedaż takiego mieszkania po aktualnych cenach nie jest satysfakcjonująca dla klientów. Nie dziwne. W najlepszym wypadku wychodzą na zero. Co w takiej sytuacji? Najgorszym możliwym scenariuszem jest stagnacja. Niczym nie poparta wiara w kolejne silne spadki cen wraz z coraz bardziej stanowczą pozycją negocjacyjną sprzedających może doprowadzić w prostej linii do zastoju na rynku. Taki scenariusz jest raczej mało realny, gdyż informacje o możliwej liberalizacji polityki kredytowej banków mogą być zwiastunem ożywienia transakcyjnego. Złagodzenie procedur pozwoliłoby na zakup nieruchomości tym osobom, które obecnie znajdują się na granicy zdolności kredytowej.

Jednak nawet w przypadku wejścia na rynek nowej grupy potencjalnych nabywców nie zmieni się struktura sprzedażowa. Celem zakupowym pozostaną nadal mieszkania z segmentu najtańszego – niewielkie lokale w budynkach o przestarzałych technologiach, oferty położone w mniej prestiżowych lokalizacjach, słabiej skomunikowane i o walorach atrakcyjności znacznie odbiegających od średniej rynkowej. Tak wygląda rzeczywistość. W erze trudnego do pozyskania finansowania zakupu klienci znacznie mniejszą wagę przywiązują do stanu mieszkania czyniąc jego cenę podstawowym czynnikiem decydującym o zakupie.

Co to oznacza dla rynku? Ograniczone możliwości popytowe, skupienie się na wąskiej, najtańszej części oferty przy jednoczesnym braku zainteresowania dużym fragmentem rynku doprowadzi w rezultacie do ciekawego rozwarstwienia kształtowania się cen. Wzmożone zainteresowanie mieszkaniami z najniższego poziomu cenowego może zahamować lub ograniczyć spadki cen takich mieszkań przy jednoczesnych możliwych dalszych korektach lokali z wyższych półek cenowych. Analizowanie średniej ceny w oderwaniu od podziału na określone segmenty rynków może okazać się złudne.

W największych miastach w ciągu ostatnich dwóch lat ceny spadły nawet o 20 proc. osiągając (po uwzględnieniu inflacji) poziom zbliżony do cen z 2006 r., czyli jeszcze sprzed boomu. Deweloperzy zarzekają, że taniej budować już nie będą. Czy nadszedł już czas by kupić mieszkanie? Na pewno promocja nie będzie trwać wiecznie.

Mariusz Kania
Prezes Zarządu Metrohouse & Partnerzy S.A.

Masz pytania? Skontaktuj się z nami lub odwiedź najbliższe biuro Metrohouse.

+48 22 626 pokaż!

Wypełnij poniższy formularz:

Czy ten wpis okazał się przydatny? Udostępnij znajomym


Wyślij wiadomość mailem

Czy ten wpis okazał się przydatny?
Wyślij znajomym!


Wyślij wiadomość mailem

Nasi klienci powiedzieli

,,Pragnę ze swojej strony podziękować za znalezienie klienta na wynajem mojego mieszkania. Pan Mirosław Koński będzie przeze mnie szczególnie dobrze zapamiętany, bo rzadko spotyka się w dzisiejszych czasach osobę, która nie dość, że zawsze jest dobrze do swojej roli przygotowana, to cechuje się wysoką kulturą osobistą, rzetelnością i dbałością o interesy swojego klienta."

— Sandra S., Marki